Na kajaki zaczęłam jeździć razem z ojcem, zapalonym turystą. Z nim przepłynęłam szlak kajakowy Krutyni, Czarnej Hańczy i Drawy. Potem, na studiach, miałam już swoje towarzystwo, ale nad wodę ciągnęło mnie tak samo. Kolejne zaliczone rzeki to Brda, Wda i Biebrza. Na Rospudzie poznałam swojego męża. Dziś na kajaki jeździmy całą rodziną.
Wcześniej pływaliśmy „na ciężko”, z bagażami w kajakach. Teraz jesteśmy już trochę za wygodni. Wybieramy raczej zorganizowane spływy kajakowe. Kajaki są puste, lekkie i łatwe w sterowaniu. Cały nasz majdan podróżuje brzegiem i jest dostarczany przez organizatora na miejsce postoju. To bardzo dobry układ, bo mogę spakować trochę więcej rzeczy, co jest istotne gdyż teraz zabieramy na kajaki dzieci.
Bardzo się cieszę, że dzieci też połknęły kajakowego bakcyla. Są na powietrzu, w ciągłym ruchu. A przede wszystkim mamy dla siebie czas, którego na co dzień niestety trochę brakuje. Spływy kajakowe pozwalają na długie rozmowy jeszcze nieodbyte i słowa dawno niewypowiadane. To bardzo ważne.
Ostatnio byliśmy na Pilicy, która nas zauroczyła spokojem. To prawdziwa odmiana po zatłoczonych Mazurach. Pilica faktycznie zachwyca. W przyszłym roku w planach jest Warta. Mam nadzieję, że spływu warta.
Ania, urzędniczka, 37 lat

